Artysta, który przyjechał do Bieszczad za późno. „Złoty chłopak, który nie zdążył się zestarzeć”

Przemysław Chmielewski / fot. archiwum Przemysława "Chmiela" Chmielewskiego

Przemysław Chmielewski / fot. archiwum Przemysława "Chmiela" Chmielewskiego

Przemysław "Chmielu" Chmielewski  / fot. archiwum Przemysława

Przemysław „Chmielu” Chmielewski / fot. archiwum Przemysława „Chmiela” Chmielewskiego

Tymi słowami o Chmielu wypowiedział się jego „muzyczny guru” – Krzysztof Myszkowski. Przemysław Chmielewski – znany dla wielu bardziej, jako Chmielu, urodził się w Wieluniu 14 marca 1969 roku.

fot. archiwum Przemysława "Chmiela" Chmielewskiego

fot. archiwum Przemysława „Chmiela” Chmielewskiego

Kochał swoje rodzinne miasto, jednak do czasu, aż podczas pierwszych obozów harcerskich poznał Bieszczady. Już wtedy stały się one jego „krainą piękną, niepojętą”. Był długoletnim pracownikiem Wieluńskiego Domu Kultury. Prowadził tam wiele imprez kulturalno-artystycznych, zajmował się kółkiem teatralnym.

Przemysław "Chmielu" Chmielewski  / fot. archiwum Przemysława

Przemysław „Chmielu” Chmielewski / fot. archiwum Przemysława „Chmiela” Chmielewskiego

Wbrew temu, co mówił o sobie, że jest „nauczycielem od fikołków”, oprócz tego wykształcenia, ukończył studia na Uniwersytecie Opolskim zdobywając tytuł magistra – kierunek kulturalno oświatowy, ukończył również kilka kursów teatralnych.

Przemysław "Chmielu" Chmielewski  / fot. archiwum Przemysława

Przemysław „Chmielu” Chmielewski / fot. archiwum Przemysława „Chmiela” Chmielewskiego

Obcowanie z muzyką i teatrem to ogromna zasługa babci, która go wychowywała. To dzięki niej nauczył się grać w szkole muzycznej w klasie fortepianu. Zawsze pokazywał swoje krzywe palce i opowiadał: „Mam małe dłonie, więc mając 5 lat, babcia mi wkładała korki od butelek między palce, bym obejmował oktawę na pianinie, teraz mam takie krzywe paluchy”. Z babcią często bywał, gdy ta prowadziła zajęcia teatralne w szkole (była absolwentką szkoły filmowej w Łodzi). Jednak, pomimo aktywnego życia w kulturalnym świecie swego miasta rodzinnego, miał ciągły niedosyt. Był to niedosyt Bieszczad.

Przemysław "Chmielu" Chmielewski  / fot. archiwum Przemysława

Przemysław „Chmielu” Chmielewski / fot. archiwum Przemysława „Chmiela” Chmielewskiego

Każdy urlop czy obóz teatralny były kierunkiem w Bieszczady. Miewał wiele trudnych momentów i zakrętów w życiu. Jednak zawsze potrafił się podnieść. Zawsze powtarzał, że rzuci kiedyś wszystko i wyjedzie w Bieszczady.

Przemysław "Chmielu" Chmielewski  / fot. archiwum Przemysława

Przemysław „Chmielu” Chmielewski / fot. archiwum Przemysława „Chmiela” Chmielewskiego

Kamieniem milowym, który wpłynął na dalsze losy Chmiela, był wyjazd w Bieszczady w 2005 roku. Tutaj otarł się, już wspólnie z żoną, o Festiwal Bieszczadzkie Anioły i o ludzi, którzy go organizowali. Wtedy poznał Krzysztofa Myszkowskiego – założyciela grupy SDM, który stał się dla niego „drogowskazem”.

Przemysław "Chmielu" Chmielewski  / fot. archiwum Przemysława

Przemysław „Chmielu” Chmielewski / fot. archiwum Przemysława „Chmiela” Chmielewskiego

Potem poszła już lawina. Ogrom marzeń, pragnień, pewnych postanowień. W 2006 roku, Przemek już aktywnie działał w propagowaniu Festiwalu, w medialnym wsparciu i oczywiście fotografowaniu. Od 2006 roku, wyjazdy w Bieszczady rosły proporcjonalnie do miłości. Początkowo 2006 rok to 3 krotny pobyt (w jedną stronę 480 km), z biegiem czasu owocowały do 7-8 razy w roku. Marzenia i plany wówczas poszły z prędkością światła, marzenie stało się postanowieniem, gdy urodziła się córka Julia.

Przemysław "Chmielu" Chmielewski  z żoną Lidią

Przemysław „Chmielu” Chmielewski z żoną Lidią

Mówił o niej pieszczotliwie Połoninka. To dla niej napisał utwór „Połonina”. To ją chciał z żoną wychować w Bieszczadach – w otoczeniu magii tego miejsca.

Przemysław "Chmielu" Chmielewski  / fot. archiwum Przemysława

Przemysław „Chmielu” Chmielewski / fot. archiwum Przemysława „Chmiela” Chmielewskiego

I stało się. W 2010 roku Bieszczady stały się Chmiela domem. Początki były trudne. Grywał na gitarze przy ogniskach, na imprezach w lokalach do tzw. kotleta. Grał przede wszystkim covery. Specyficzny tembr głosu – jak sam o sobie mówił „sznaps-baryton”, powodował to, że w jego wykonaniu utwory nabierały całkiem innej formy przekazu.

Przemysław "Chmielu" Chmielewski  / fot. archiwum Przemysława

Przemysław „Chmielu” Chmielewski / fot. archiwum Przemysława „Chmiela” Chmielewskiego

I nie wiadomo, jaki byłby los Chmiela, gdyby nie spotkanie na drodze Mirosława Welza. „Nie-ludzkiego” doktora weterynarii. Poety z Iwonicza Zdroju. Tak mówi o Przemku Mirosław Welz:
„Przemka poznałem w listopadzie 2011 roku, na jednej z bieszczadzkich imprez, którą ubarwiał swoim występem. Budził zainteresowanie strojem, wyglądem, ale zwłaszcza interpretacją, prawdą i oryginalnością wykonywanych piosenek. Nasza znajomość, a później przyjaźń zaowocowały ponad sześćdziesięcioma wspólnymi utworami, także koncertami i płytami.”

Przemysław "Chmielu" Chmielewski  i Mirosław Welz /fot. archiwum Przemysława

Przemysław „Chmielu” Chmielewski i Mirosław Welz / fot. archiwum Przemysława „Chmiela” Chmielewskiego

Pierwszy utwór, jaki powstał do wiersza Welza – to „Zakapiorskie Bieszczady”. Muzyka zrodziła się nagle – przy rąbaniu drewna. Chmielu natychmiast zmienił siekierę na gitarę i poszło. Utwór ten obecnie niczym hymn Bieszczadników zapisał się na stałe w kanon muzyki Bieszczadu.
„Chmielu brał udział we wszystkich muzycznych i kulturalnych wydarzeniach w Bieszczadach” – mówi dalej Welz i dodaje: „Wszędzie go było pełno, jakby się śpieszył i czuł, że jego czas jest ograniczony. Występował na scenie, sławił Bieszczady, gdy woził i prowadzał turystów, zaszczepiał w nich ciekawość i miłość to tego miejsca. Jego charyzma, melodie i słowa zapisywały się mocno w pamięci”.

Najwięcej koncertów, które zaszczepiły w pamięci charyzmę Przemka – to miejsce takie jak „Oberża Zakapior” w Polańczyku. Tutaj rzesze ludzi usłyszało koncerty, które dawał Chmielu. Z czasem, nie trzeba było już mu śpiewać coverów. Miał tyle własnych utworów, że nie był w stanie zagrać ich wszystkich.

Przemysław "Chmielu" Chmielewski  / fot. archiwum Przemysława

Przemysław „Chmielu” Chmielewski / fot. archiwum Przemysława „Chmiela” Chmielewskiego

W tym czasie stworzył zespół „Melisa Blues Band”, gdzie grał z Andrzejem Szalem, a potem przez rok z Grzegorzem Rokoszem.

Melisa Blues Band

Melisa Blues Band

Ogarnięty pasją, miłością i życiem – nie spodziewał się ciosu. Że będzie musiał zawalczyć o swoje życie. W kwietniu 2016 roku zapadł wyrok na Chmiela – RAK. Nieuleczalny, nieoperacyjny.
Mirek Welz tak mówi o tym okresie życia Przemka: „W życiu każdego z nas bywają ważne i mniej ważne chwile i okresy. W życiu Przemka najważniejszy był chyba jego ostatni rok, rok walki z rakiem, który ostatecznie pokonał Przemka. Rok pozornie przegranej walki. Pozornie, bo to on – Przemek ją wygrał.

Przemysław "Chmielu" Chmielewski  / fot. archiwum Przemysława

Przemysław „Chmielu” Chmielewski / fot. archiwum Przemysława „Chmiela” Chmielewskiego

Wygrał, bo odnalazł drogę do Boga, dzięki pomocy Dobrych Przewodników – ks. Piotra Bartnika i Stanisława Orłowskiego.

Przemysław "Chmielu" Chmielewski  z księdzem Piotrem Bartnikiem / fot. archiwum Przemysława

Przemysław „Chmielu” Chmielewski z księdzem Piotrem Bartnikiem / fot. archiwum Przemysława „Chmiela” Chmielewskiego

„Wygrał, bo odnalazł na nowo zawieruszony gdzieś klejnot miłości najbliższych.
Wygrał, bo on chłopak z Wielunia, marzący by zostać Bieszczadnikiem, tutaj w Górzance jest pełnoprawnym synem Bieszczadu, miejsca gdzie przybył w 2010 roku i na zawsze tutaj pozostanie.
Wygrał, bo w końcu tutaj znalazł „ludzi wspaniałych”, przyjaciół, na których mógł polegać”
– na zakończenie mówi Welz.

Bieszczadzki Śpiewnik Chmiela / fot. archiwum Przemysława

Bieszczadzki Śpiewnik Chmiela / fot. archiwum Przemysława „Chmiela” Chmielewskiego

Mówił o sobie „Jestem Muszkieterem Marzeń”. Niepoprawny optymista, wierzący, że pokona każde przeszkody. Przemek w ostatnim wywiadzie, rozmowie, jaki nagrywałam z nim 8 stycznia 2017 roku, miał być zapowiedzią do wymarzonego „Śpiewnika Chmiela”:

Na początku byłem człowiekiem od takich imprez plenerowych. Grałem i piosenki Starego Dobrego Małżeństwa, byłem takim ogniskowym showmanem, opowiadaczem.

Ale nagle próg naszej wynajmowanej chałupy w Górzance przekroczył poeta z Iwonicza Zdroju – Mirek Welz. Z jego poezją wybuchnęło coś w mojej głowie. Brałem nagle gitarę i nie wiadomo skąd pojawiały się nuty, w różnych okolicznościach, w różnych sytuacjach, przy piecu, na wędrówce z psem. Cały ten klimat pokoleniowej wspólnoty cerkiewnej, minionej, ale też tego, co widziałem teraz. Poezja Mirka wszystko to spowodowało, że w ciągu 7 lat wydałem 7 płyt. Ale nie był to taki okres, że co rok płyta. Nie. Tak naprawdę w ciągu 5 lat wydałem 7 płyt. Mirek pisząc teksty w taki sposób, często pisząc wyłącznie pod moim kątem, pod moim adresem i z myślą o mnie, o sobie, o nas, o naszej przyjaźni, o naszych perturbacjach i perypetiach życiowych, szczęściach i marzeniach, pisze w taki sposób, że każdemu się wydaje, że pisze to o nas samych.

My wraz z autorem przeżywamy wrażliwość i dźwigającą z kolan jego poezję. Naprawdę chciałem by moje nuty w każdym utworze Mirka były wypełnieniem tego, co ja dopowiadam w wierszu nutami, a co jeszcze rozwija dodatkowo w zespole Andrzej Szal, swoimi aranżacjami muzycznymi. Solówki, akordeonem, gitarą czy harmonijką ustną jeszcze bardziej wzbogacają całość, którą chcemy wszystkim przekazać. To wszystko pobudza wyobraźnię. I stało się to moją muzyczną drogą. Odnalazłem się w tym i dzieliłem się tym.

Lidia Tul-Chmielewska: Kim jest Chmielu?
Przemysław Chmielewski: Chmielu to jednak bardziej jest Muszkieterem Marzeń, który wędruje sobie na Połoninę Wetlińską, ze swoją kochaną córką, ze swoja żoną pomimo takiej ludzkiej zwyczajnej samotności, w którą człowiek popada, od której ucieka, ale której się nie da pozbyć. Idziemy na szlak, by trzymać się za ręce. Ale jest moment, gdy zapatrzymy się na starego buka i nam się przypomni, chcemy być wtedy ze swoimi dobrymi aniołami, ale chcemy też odpędzić nasze złe demony. I może nie chcemy by do końca, właśnie w tym momencie, smutnym dla nas, by ktoś właśnie wtedy patrzył na nas, na naszą smutną twarz człowieczą. To Chmielu, ale wewnątrz Przemek. Dlatego czasem się od siebie oddalamy, ale dla mnie Bieszczady powodują to, że ludzie jednak zbliżają się do siebie, zapominają o płytkich rzeczach, rzeczy proste stają się rzeczami ważnymi i istotnymi w życiu.

Przypominają się, że takie rzeczy nadają w życiu sens. Nie widok karty płatniczej czy zasobnego portfela, ale właśnie spocona koszulka na szlaku, dłoń w czyjejś dłoni czy rzucone pogodne „cześć” spotkanemu przygodnie turyście, pozdrowienie „do rychłego niebawem” – staje się takim dobrym hasłem, które nie tylko na spotkanie wkrótce, ale na spotkanie z sobą samym jako innym człowiekiem. Najważniejsze w życiu jest nie obecność człowieka, ale obecność drugiego człowieka. Nie ma życia bez drugiego człowieka.

Przemysław "Chmielu" Chmielewski  / fot. archiwum Przemysława

Przemysław „Chmielu” Chmielewski / fot. archiwum Przemysława „Chmiela” Chmielewskiego

Spełnisz wkrótce swoje marzenie Przemku. Śpiewnik, o którym myślałeś już od jakiegoś czasu.

Już niedługo Mirek Welz i ja wydajemy „Śpiewnik Chmiela”. Pragnę by wśród tych wspaniałych publikacji literackich bieszczadzkich twórców Zdzisława Pękalskiego, Ryśka Szocińskiego, Andrzeja Potockiego, Wiesi Kwinto-Koczan, Mirka Welza, aby i mój śpiewnik znalazł swoje skromne miejsce.

Co chcesz przekazać tym Śpiewnikiem?
Wychowywałem się na piosenkach SDM, Tosi Krzysztoń, Mirka Czyżykiewicza, Wolnej Grupy Bukowina, tak teraz widzę i się cieszę, że swoją muzyka, interpretacją i utworami, które w całości stworzyłem osobiście – widzę, że dostarczam Wam radości i momentów odreagowania, oderwania od codzienności i pogoni i codziennego wyścigu szczurów. I chciałbym by ten Śpiewnik był uzupełnieniem dla tych, którzy nie mogą mieć mnie tutaj w Bieszczadach, na co dzień.

Przemysław "Chmielu" Chmielewski  / fot. archiwum Przemysława

Przemysław „Chmielu” Chmielewski /fot. archiwum Przemysława „Chmiela” Chmielewskiego

Zmagasz się z chorobą, ale jesteś pełen wiary…

Zmagam się teraz z chorobą, poważną, śmiertelną, nie wiem ile mi jeszcze czasu pozostało. W każdej chwili mogę odejść. Bardzo się boję, ale w tym moim strachu – Bieszczady i ludzie tutaj, obecność Matki Boskiej Łopieńskiej, całego klimatu i magii, religii – dają mi, w oczekiwaniu na to, co ma nadejść, na to nieuchronne, staje się radością, że człowiek umie się odnaleźć, pogodzić i zrozumieć z Panem Bogiem. Ja pójdę, gdy zawezwie czas, ale teraz już jestem bardziej do tego przygotowany, ale walczę i mam nadzieję, że będę jeszcze mógł odśpiewać piosenki z moja córką, które chciałem poświęcić kultowi Maryi. Matce Bożej Pięknej Miłości, która łączy uczucia, wszystkich ludzi. Wszystkich na terenie Podkarpacia od wieków. Jesteśmy dziećmi jednego wielkiego naszego Reżysera, ubranego tylko w inne szaty wiary. I chciałbym na koniec właśnie oddać swe podziękowanie w pieśni, właśnie Matce Boskiej Łopieńskiej i Panu Bogu.

Przemek odszedł przy najbliższych mu osobach 13 stycznia 2017 roku.

Przemysław "Chmielu" Chmielewski  / fot. archiwum Przemysława

Przemysław „Chmielu” Chmielewski / fot. archiwum Przemysława „Chmiela” Chmielewskiego

W rocznicę jego śmierci – 13 stycznia 2018 roku – odbyło się spotkanie przyjaciół i znajomych. Dało to wszystkim obraz jak zapisał się Chmielu w muzycznej historii Bieszczadu. Z całej Polski przyjechało ponad 200 ludzi, którym niegroźny był mróz i spartańskie warunki. Na scenie stanęli przyjaciele i „nowi” muzycy, którzy już śpiewają „chmielowe nutki”. Tak jak o tym marzył. To dowód na to, że ona nadal jest w każdej piosence, w każdym śpiewanym utworze.

Spotkanie przyjaciół i znajomych Chmiela / fot. archiwum Przemysława

Spotkanie przyjaciół i znajomych Chmiela /fot. archiwum Przemysława „Chmiela” Chmielewskiego

Tak. Muszkieter Marzeń – wygrał ze śmiercią.

Przemysław "Chmielu" Chmielewski  / fot. archiwum Przemysława

Przemysław „Chmielu” Chmielewski / fot. archiwum Przemysława „Chmiela” Chmielewskiego

Spisała: Lidia Tul-Chmielewska

Przemysław "Chmielu" Chmielewski  z Adamem "Łysym" Glinczewskim / fot. archiwum Przemysława

Przemysław „Chmielu” Chmielewski z Adamem „Łysym” Glinczewskim / fot. archiwum Przemysława „Chmiela” Chmielewskiego

„Przyjechałem tutaj za późno!”

Tak wspomina Przemka jego kumpel-przyjaciel – Adam „Łysy” Glinczewski. W samochodzie na drodze między Cisną a Polańczykiem Chmielu powiedział: „Tak na stałe, to przyjechałem tutaj za późno”.

To była prawda, bo i Bieszczad nie Ten i odeszło zbyt wielu ludzi, więc to, co najbardziej istotne Chmielu poznawał z opowieści. A wiadomo – opowieści to opowieści…

No i jak się żyje głównie z muzyki, to nie można „dotknąć” wielu najistotniejszych elementów bieszczadzkiej rzeczywistości. Ale poeci mogą tworzyć świat taki, jaki chcą, wystarczy, że mają bazę, która powstała w sercu i w głowie.

Czytaj więcej: Przedstawiamy Łysego – niezwykłego bieszczadzkiego twórcę

Kumpel-Przyjaciel

Adam „Łysy” Glinczewski: Dla mnie pasował do tej mądrej myśli, „kumpel, prawdziwy, to ktoś taki, komu wybacza się to, czego by się nie wybaczyło innemu człowiekowi”. Ot, tak, po prostu.

Pewne przygotowanie zawodowe pomogło Chmielowi natychmiast uchwycić istotę bieszczadzkiej poezji i śpiewu, a współpraca z Mirkiem Welzem to poziom bardzo wysoki, znacznie wyżej od Tarnicy.

W naszej przyjaźni nie było cukru, pewnie tyle ile trzeba miodu, goryczki i twardych słów, gdy należało. Tak było w obie strony.

Dlatego tutaj w Bieszczadzkie wyjątkowo dobitnie brzmią słowa jednej z jego piosenek:
„Trochę w nas dobra, trochę zła.
Trochę nie wiemy ile….”
Bo bieszczadzki pejzaż dopiero wtedy jest pełny, gdy pojawiają się w nim ludzie – od czasu do czasu ci wyjątkowi…

fot. archiwum Przemysława "Chmiela" Chmielewskiego

fot. archiwum Przemysława „Chmiela” Chmielewskiego

Zajmują nas drobiazgi, na wieczność brakuje czasu. (M. Welz)

Mirosław Welz  / fot. archiwum Przemysława

Mirosław Welz / fot. archiwum Przemysława „Chmiela” Chmielewskiego

Mirosław Welz: Jako pierwszy czytelnik tego wspomnienia o Chmielu dziękuję Jego Żonie Lidii za słowa, w których jest On żywy. Kropki stawiane po poszczególnych zdaniach i tekście kończą tylko rozdziały tej opowieści. A ona pisze się dalej. Piosenkami, nowymi ludźmi i nową bieszczadzką legendą „Chmiela”, która powstaje już sama.

Mam wrażenie, że wszyscy gdzieś się spieszymy i czegoś szukamy. Przekonani, że to, co najważniejsze jest daleko. A może wystarczy się zatrzymać i zajrzeć w siebie? Może są tam i Dobroć, i Wiara, i Jest Miłość? Przemkowi, choć późno, udało się te skarby odnaleźć.

Przemysław "Chmielu" Chmielewski  / fot. archiwum Przemysława

Przemysław „Chmielu” Chmielewski / fot. archiwum Przemysława „Chmiela” Chmielewskiego

fot. archiwum Przemysława "Chmiela" Chmielewskiego

fot. archiwum Przemysława „Chmiela” Chmielewskiego

Porozmawiajmy o Bieszczadach!
Dołącz do grupy Bieszczady.Land na Facebooku



Bądź na bieżąco!
Zapisz się na nasz bezpłatny newsletter.


  • Piotr Włodarek

    „Trochę nie wiemy ile…” Urocze.