Komu przeszkadzają retorty?

dymiące retorty /fot. Maciej Jóźwik

dymiące retorty /fot. Maciej Jóźwik

Kolejny element miejscowego bieszczadzkiego krajobrazu na naszych oczach ulega powolnej, ale sukcesywnej zagładzie. Komu śmierdzi wypał? Komu tak bardzo przeszkadza?

retorty w drodze na Łopienkę/nie istnieją/ fot. Lidia Tul-chmielewska

Retorty w drodze na Łopienkę/nie istnieją / fot. Lidia Tul-Chmielewska

„Nie” dla wypałów

Kto z nas pamięta jeszcze dymiące retorty w Bieszczadach? Na szczęście nasze pokolenia jeszcze je pamiętają. To był wyjątkowy element wpisany w krajobraz Bieszczad.

Przez wiele lat, nikomu dymiące retorty nie przeszkadzały. Wypał węgla drzewnego w Bieszczadach ma bardzo długą tradycję. Nazwy wielu miejscowości to ślad po tej działalności: Smolnik, Mielerzysko, Potasznia. Wypał węgla swój boom miał w Bieszczadach początkiem XIX wieku, kiedy to wzrosło zapotrzebowanie na węgiel drzewny.

nieczynny wypał fot/Lidia Tul-Chmielewska

Nieczynny wypał / fot. Lidia Tul-Chmielewska

Sposób wypalania węgla wówczas znacznie odbiegał od tego, który jeszcze możemy zobaczyć. Wypalano węgiel w mielerzach. Były to wielkie stosy mieszczące do 240m3 drewna. Wypał węgla tą metodą wymagał nie lada umiejętności i doświadczenia pracujących przy nim ludzi. Takie dymiące kopce w latach 70-tych w Bieszczadach były częstym zjawiskiem. W tamtym czasie wypał węgla w mielerzach był dobrze płatny, ale była to praca wymagająca tężyzny fizycznej i doświadczenia.

Retorty

na wypale /fot.Maciej Jóźwik

Na wypale / fot.Maciej Jóźwik

W 1980 roku zostały zaprojektowane w Instytucie Użytkowania Lasu i Inżynierii Leśnej SGGW w Warszawie stalowe piece do wypału – tzw. retorty.

Zaprojektowano je w czterech typach: przestawnej, segmentowej, pierścieniowej i zrębowej. Autorzy projektu zakładali, iż z racji ekonomicznych w jednym miejscu opłacalne było zamontowanie ośmiu retort. Według wyliczeń ekspertów dla uzyskania tony węgla drzewnego zużywano średnio 6-7 m3 drewna. Tygodniowo w jednej retorcie można było wyprodukować do 2 ton węgla, a rocznie 105-168 ton.

Technologia

Do wypalania w retortach stosowano zwykle drewno bukowe, ale także można używać inne liściaste (olcha, jawor), jednak drewna nie wolno było mieszać, ze względu na inny czas zwęglania się poszczególnych gatunków drewna. Pełen cykl wypału jednej retorty trwa trzy dni. Jeden dzień przeznaczony jest na wybieranie węgla i załadowanie na kolejny wypał. Drugi dzień to wypalanie, a trzeci – studzenie.

Do dziś przetrwała najbardziej funkcjonalna retorta tzw. przestawna, mająca kształt cylindra o wysokości 2, 65m i średnicy 2, 8m, wykonana ze stali o grubości min 5mm.

na wypale w Jaworcu fot/Lidia Tul-Chmielewska

Na wypale w Jaworcu / fot. Lidia Tul-Chmielewska

W latach 90-tych dla wypału węgla otwarły się nowe możliwości. Część wypałów przejęły firmy prywatne, które zajmowały się dystrybucją węgla na większa skalę. Do 2000 roku na terenie Bieszczadów, Pogórza i Beskidu Niskiego dymiło 467 retort.

Wkomponowane w krajobraz

Dymiące retorty były wkomponowane w krajobraz terenu, stały się wręcz egzotyką tego miejsca. Podobnie jak ludzie tam pracujący. O czarnych twarzach, silnych mięśniach. Skryci, małomówni, odcinający się od pozostałej części świata. Byli samotnikami, zamkniętymi w sobie, często bezimienni – znani tylko z przezwisk.

na wypale /fot.Lidia Tul-Chmielewska

Na wypale / fot.Lidia Tul-Chmielewska

Wypaleni?

Ludzie pracujący na wypałach, zwłaszcza ci sprzed kilkudziesięciu lat, to często osoby uciekające. Uciekające od świata, sądów, żon, domów…. Wypaleni życiowo. Czasem przyjeżdżali tutaj uciekając, czasem poszukując. Umiejscowienie wypałów często w głębi bieszczadzkich bezdroży dawało wielu z nich azyl spokoju, azyl dystansu, często bezimienność. Bywało, że były to osoby bardzo barwne, z bogatą przeszłością. Nie tylko przyjezdni na wypałach pracowali, byli i nadal są też miejscowi z Bieszczad, którym ciężka praca na wypale zapewnia byt i utrzymanie rodzin.

na wypale /fot.Lidia Tul-Chmielewska

Na wypale / fot.Lidia Tul-Chmielewska

I choć warunki są trudne, a praca bardzo ciężka, to od węglarzy nie usłyszy się słów narzekania lub skargi. To ludzie pogodzeni z losem. Świadomi. Świadomi swojego ginącego już zawodu, świadomi tego, że wkrótce i oni z przyczyn „ekonomicznie uzasadnionych” utracą pracę. Kiedyś wędrując po Bieszczadach z plecakiem – jeszcze jako turystka – w rozmowie od jednego z węglarzy usłyszałam słowa:

„Wiesz dziewczyno, wy tutaj, turyści, przyjeżdżacie w Bieszczady pieniądze wydawać. A sztuką jest je tutaj zarobić…”.

Słowa, które na zawsze zostały mi w pamięci.

na wypale /fot.Lidia Tul-Chmielewska

Na wypale / fot.Lidia Tul-Chmielewska

Pomyliłbyś się uznając, że to ludzie bez wykształcenia czy bez zawodu. Nie jedną osobę zaskoczyć może, że trafisz tam na człowieka z wyższym wykształceniem, z tytułem przez nazwiskiem, którego on nie chce używać.

I zaczęły przeszkadzać

Obrońcy bieszczadzkiej przyrody głosili wieść o brutalnej ingerencji człowieka w naturalny krajobraz, zarzucając straszną wręcz szkodliwość środowisku. Jednak od 1995 roku przeprowadzono kilka ekspertyz naukowych w tym kierunku. Żadna z nich nie potwierdziła ujemnego wpływu wypału węgla drzewnego na środowisko. Analizowano wodę, powietrze i glebę, porównywano również poziom defoliacji drzewostanów w różnych odległościach od retort. Żadna z ekspertyz nie stwierdziła chemicznej degradacji środowiska glebowego, ani złego wpływu na drzewostany wokół wypałów.

dymiąca retorta /fot.Lidia Tul-Chmielewska

Dymiąca retorta / fot.Lidia Tul-Chmielewska

Komu śmierdziały retorty?

W 2000 roku w Bieszczady przyjechała grupa parlamentarzystów RP. Niestety dotknął ich przeogromnie dym unoszący się z wypału, który niefortunnie zawiał w ich kierunku. Postarali się uruchomić wiele „sznurków organizacji i instytucji”, by zlikwidować ów „śmierdzący problem”. W prasie pojawiły się natychmiast hasła o skażeniu powietrza, środowiska, gleby i „nosów VIP”. Na tyle pociąganie sznurków władzy przyniosło efekty, że od 2001 roku sukcesywnie zaczęły maleć ilości wypałów. W przeciągu kolejnych 8 lat liczba wypałów zmalała o połowę. W kolejnych latach na naszych oczach niknie wypał po wypale. Retorty zostały oddane na złom, albo porzucone zarośnięte trawą. Znawcy wiedzą, że kto raz grillował na węglu drzewnym z Bieszczad – nie skosztuje już innego. Zalewani w marketach workami drewna „made in nie wiadomo, z czego”, nie zdajemy sobie sprawy, że zjadamy potem grillowane ”nie wiadomo, co”.

na wypale w drodze na Tyskową /fot. Lidia Tul-Chmielewska

Na wypale w drodze na Tyskową / fot. Lidia Tul-Chmielewska

Na naszych oczach…

Niestety czas retort i bieszczadzkich wypałów na naszych oczach odchodzi raz na zawsze. Znikną dymiące piece, a zawód węglarza i technologia – opracowana przez wiele pokoleń – stanie się historią. Zainteresowanie turystów tą formą pracy nadal jest bardzo duże, jednak to nie jest wyznacznikiem „progów ekonomicznych”, jakie zostały położone firmom prywatnym, które zajmowały się wypałem. Znane powiedzenie, że jak „psa chcesz uderzyć, kij znajdziesz”, doskonale sprawdziło się i w tym przypadku.

na wypale w Jaworcu fot/Lidia Tul-Chmielewska

Na wypale w Jaworcu / fot. Lidia Tul-Chmielewska

Zastanawiające jest jednak to, że poszczególne wypały, istniejące od wielu lat, nie doprowadziły do degradacji środowiska, w którym się znajdowały. Czego nie można powiedzieć o „nowych pomysłach”, które niosą za sobą skażenie powietrza w znacznie większym stopniu, niż retorty, które dymiły dotychczas nad Bieszczadami.

nie istniejący już wypał/ fot. Lidia Tul-Chmielewska

Nieistniejący już wypał / fot. Lidia Tul-Chmielewska

Mamy już w Muzeum Wypału

Aby chronić pamięć o tym zanikającym rzemiośle i kulturowe dziedzictwo regionu, Nadleśnictwo Stuposiany stworzyło w Mucznym „Plenerowe Muzeum Wypału Węgla Drzewnego”. Można tutaj zobaczyć budowę mielerza, retorty, baraki mieszkalne wykorzystywane przez wypalaczy, a o historii i ciekawostkach wypału dowiecie się z tablic informacyjnych, które zostały przygotowane dla turystów.

na wypale w Jaworcu fot/Lidia Tul-Chmielewska

Na wypale w Jaworcu / fot. Lidia Tul-Chmielewska

Zniszczyć, a potem płakać, że zniszczone…

W materiałach z Roczników Bieszczadzkich (nr 21/2013r) – Edwarda Marszałka i Władysława Kusiaka wykorzystanych do powyższego opracowania, doskonale zostało podniesione porównanie do historii Bieszczadzkiej Kolejki Leśnej, która najpierw musiała zostać zamknięta, torowiska i tabor zniszczone, by po paru latach wrócić do łask i cieszyć się ogromnym powodzeniem wśród turystów z Polski i zagranicy. Właśnie – jak pisze Edward Marszalek – ten przykład dowodzi, iż leśne tradycje mogą być magnesem przyciągającym przyjezdnych, a póki wypały istnieją może jeszcze nie warto dopuścić do ich całkowitego upadku, gdyż są istotnym elementem miejscowego krajobrazu, który pozwala zachować leśną tożsamość Bieszczadów.


Źródła:
– Roczniki Bieszczadzkie 21 (2013) – „Wypał węgla drzewnego w Bieszczadach w przeszłości i obecnie” – Edward Marszałek i Władysław Kusiak
– Z Karpackich lasów” – Edward Marszałek –„Spór o retorty”

Porozmawiajmy o Bieszczadach!
Dołącz do grupy Bieszczady.Land na Facebooku



Bądź na bieżąco!
Zapisz się na nasz bezpłatny newsletter.