55 lat temu żubry wróciły w Bieszczady!

Żubry przywiezione do Bereżek - 1963 r./ Fot. H. Osiniak

Żubry przywiezione do Bereżek - 1963 r./ Fot. H. Osiniak

Był 30 października 1963 roku. O godzinie 5 rano, na terenie zagrody nad potokiem Zwór koło Bereżek, pojawiły się samochody przywożąc ogromne skrzynie, a w nich… 5 żubrów. Później dołączyły jeszcze dwa. Przez kilka miesięcy zwierzęta zacieśniały więzy, wspólnie zmagając się z surową zimą oraz przygotowując do wyjścia na wolność. I choć początki były trudne, powrót „królów puszczy”, których nie widziano w Bieszczadach od dwustu lat, zakończył się sukcesem. Dziś żyje ich tutaj ponad pół tysiąca!

- Żubry zapewne żyły w czasach, zanim skolonizowano te ziemie. W Bieszczadach wyginęły jeszcze w XVIII wieku, zachowały się jedynie wzmianki o polowaniach na nie z lat 1717 i 1762. Ostatniego żubra w Karpatach odłowiono w roku 1810 w Transylwanii i osadzono w cesarskim zwierzyńcu w Wiedniu. Potem już tylko nazwa wsi Żubracze koło Cisnej przypominała o tym, iż żyły tu kiedyś te zwierzęta – wspomina Edward Marszałek, rzecznik Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie, współautor książki „Żubry z krainy połonin. 55 lat od powrotu żubra w Bieszczady”.

4 kg żołędzi na głowę

Wszystko zmieniło się w 1963 roku. – To był dla żubrów rok dosyć dramatyczny, gdyż w hodowlach zamkniętych zaczęły je trapić choroby i istniała uzasadniona obawa, że mogą one położyć kres wysiłkom wielu naukowców oraz leśników, którzy uratowali żubra jako gatunek od niechybnego wyginięcia. Poza tym szukano możliwości hodowli w stanie dzikim, na obszarach, gdzie nie stwierdzono chorób u bydła. Wyludnione wówczas Bieszczady były miejscem idealnym do tego przedsięwzięcia – tłumaczy leśnik.

Zaczęły się przygotowania… Nad potokiem Zwór koło Bereżek zbudowano zagrodę aklimatyzacyjną. Nie było jeszcze Bieszczadzkiego Parku Narodowego – terenem tym zarządzało Nadleśnictwo Stuposiany. Na początek sprowadzono tam dwa żubry z Pszczyny i trzy z Niepołomic, później dojechało jeszcze dwa. - Aklimatyzacja żubrów do górskich warunków bytowych przebiegała zimą, która w Bieszczadach była wówczas ciężka. Spadły półtorametrowe śniegi, a przez długie tygodnie utrzymywały się mrozy poniżej minus 20 st. Celsjusza. Strażnicy dokarmiali żubry, wykładając im bez ograniczeń siano oraz po cztery kilogramy żołędzi na głowę. Bieszczadzkie menu wyraźnie im służyło, o czym wiemy dzięki prowadzonej na bieżąco kronice, w której strażnik opiekujący się zagrodą zapisywał ciekawe historie – zauważa Edward Marszałek.

Świadectwem tamtych dni są też archiwalne relacje prasowe, które wiele miejsca poświęcały „królom puszczy”. Nic dziwnego więc, że nie brakowało też chętnych, którzy na własne oczy chcieli zobaczyć imponujące okazy. - W okolicy zagrody zaczęły się pojawiać wycieczki niepokojące zwierzęta. Dlatego zatrudniono specjalnego strażnika, którego zadaniem było zawracanie ciekawskich. Przy drodze w dolinę potoku Zwór stanęła zaś tablica ostrzegawcza, zabraniająca wstępu do „żubrowiska” – opowiada rzecznik RDLP w Krośnie. - Sama tablica zyskała też sławę, bo słowo „niebezpieczeństwo” napisano na niej z błędem ortograficznym, stąd pewnie zachowały się jej zdjęcia – dodaje.

Tablica ostrzegawcza przy zagrodzie nad Zworem 1964 r./Fot. arch. S. Klimek

Tablica ostrzegawcza przy zagrodzie nad Zworem 1964 r./Fot. arch. S. Klimek

Nie chciały zdziczeć

4 maja 1964 r. nadszedł dzień, w którym żubry miały wyjść na wolność. Początkowo, gdy rozgrodzono płot, zwierzęta nie paliły się by z niej skorzystać. Dopiero w nocy sprawdziły, co ich czeka poza zagrodą. I choć spodobały im się bieszczadzkie przestrzenie (biegały od Połoniny Caryńskiej aż po źródła Sanu, zaglądając nawet na Ukrainę), z przyzwyczajenia wracały jednak do paśnika i… nie tylko. - Ponieważ nie miały naturalnego odruchu strachu przed człowiekiem, zaglądały często do obory w leśniczówce, wyjadały obrok koniom pracującym w lesie przy zrywce drewna… Pozwalały do siebie podchodzić dość blisko, a nawet pozowały do zdjęć i wcale nie chciały zdziczeć. Latem krowy trzymały się już osobno, byki Pulpit i Pulon obserwowane były w okolicy Mucznego, które wówczas było jeszcze bezludne – wyjaśnia leśnik.

Na pierwszej siódemce nie poprzestano. W lipcu 1964 r. zagroda kwarantannowa znów miała gości w postaci trzech kolejnych żubrów: byka „Pulona II” z Pszczyny oraz krowę „Puczaję” i byka „Pustona” z Niepołomic. Kilka dni później dołączyły do nich z następnego transportu: „Punina”, „Puri”, „Punek” z Pszczyny i „Pucela” z „Pucnotą” z Niepołomic.

W efekcie, końcem lipca stado liczyło już 15 sztuk, a w połowie grudnia 1964 r. przybył szesnasty osobnik – urodzony już na wolności.

Żubry u koni 1965 r./Fot. Arch RDLP w Krosnie

Żubry u koni 1965 r./Fot. Arch RDLP w Krosnie

Wędrówki Pulpita

Zdecydowanie najsłynniejszym żubrem wśród pierwszych przywiezionych tu okazów był Pulpit. - To był szczególny przypadek. Ten młody żubr miał charakter wędrownika i kilkakrotnie podejmował dalekie wyprawy poza dolinę Sanu, a nawet poza region ówczesnej Rzeszowszczyzny. Zyskiwał sympatię ludzi, którzy nie widząc z jego strony zagrożenia, kibicowali mu w wędrówce. Dyżurni leśnicy dokarmiali go, podobnie zresztą mieszkańcy – opowiada Edward Marszałek.

Z Pulpitem wiąże się mnóstwo przygód. Jak ta, która miała miejsce w pobliżu Przeworska, gdy Pulpit pojawił się w stadzie krów. Wydarzenie opisał Tadeusz Janota Bzowski:

„Widok kosmatego potwora wywołał wśród krów popłoch i spowodował gwałtowną ich ucieczkę. Uciekła też krowa, która przed chwilą ocieliła się na pastwisku, pozostawiając nowo urodzone, mokre jeszcze cielę. Pulpit podszedł wolno do noworodka, popatrzył na biedactwo ponurymi jak zwykle oczami i pochylił ku niemu kosmaty łeb. Patrzący na to ludzie byli przekonani, że za chwilę cielę zginie. Tymczasem – łagodny olbrzym obwąchał maleństwo i począł delikatnie i czule je oblizywać…”

Innym razem pojawił się… na pogrzebie. Żałobnicy spotkali go przy cmentarnej bramie: „Stał bez ruchu ze swym, właściwym żubrom, ponurym wyrazem pyska. Wszyscy stanęli jak wryci. A kiedy Pulpit – bez zresztą agresywnych zamiarów – ruszył powoli w kierunku ludzi, uczestnicy pogrzebu rozpierzchli się w popłochu. I ksiądz, i chłopiec z krzyżem, i kobiety niosące wieńce – umknęli pośpiesznie z zagrożonego terenu. Pozostała tylko trumna i porzucone jedlinowe wieńce. Pulpit jakby zdziwiony tym co się dzieje, podszedł spokojnie do leżących wieńców, powąchał je, pogardliwie stwierdzając ich niejadalność, przesunął ponurym spojrzeniem po gromadce obserwujących go z oddali ludzi i… ruszył wolno przez ośnieżone pola ku widniejącemu z dala lasowi” – opisywał Bzowski.

Nie większe zdziwienie połączone jednak z ogromną sympatią budził legendarny wędrownik pojawiając się… w miastach. Odwiedził m.in. Sanok i Rzeszów!

Pulpit przy sanockim boisku sportowym – jesień 1966 r./ Fot. M. Widziszewski

Pulpit przy sanockim boisku sportowym – jesień 1966 r./ Fot. M. Widziszewski

- Niestety, jego natura sprawiła, że zaczęto się obawiać ewentualnych skutków spotkań z ludźmi i zdecydowano o umieszczeniu go w zagrodzie w Niepołomicach. Tam też się nie nudził; odwiedzali go ciekawscy, cieszył się też zainteresowaniem żubrzyc. W 1968 r. został przekazany do krakowskiego ogrodu zoologicznego. Niestety, rok później legendarny wędrownik zachorował. W kronice zoo odnotowano, że 11 kwietnia 1970 r. padł na posocznicę – wyjaśnia.

Innym, choć już mniej sławnym, żubrzym pupilem był Feluś, spotykany ok. 1976-1977 r. na Połoninie Wetlińskiej. Nie bał się ludzi, dzięki czemu bez problemów można go było fotografować.

Po latach takim ulubieńcem został zaś Pubal, którego w 2005 r. jeszcze jako kilkudniowe żubrzątko, leśnicy uratowali od śmierci. Gdy po spędzonej w zagrodzie zimie wypuszczono zwierzę na wolność, to wciąż szukało kontaktu z ludźmi. – Potrafił wyjadać kanapki turystom biwakującym w dolinie Sanu i chodzić za nimi jak pies – czytamy w książce „Żubry z krainy połonin. 55 lat od powrotu żubra w Bieszczady”.

Fot. Edward Marszałek

Fot. Edward Marszałek

Dziki lecz zadomowiony

Dziś w Bieszczadach żyje na wolności ponad 500 żubrów, turyści mogą też podglądać wybrane okazy w zagrodzie pokazowej w uroczysku Krutyjówka. Z takiej okazji skorzystało już ponad 600 tysięcy ludzi!

Pierwszy żubr w zagrodzie pokazowej k. Mucznego (luty 2012 r.)/ Fot. Edward Marszałek

Pierwszy żubr w zagrodzie pokazowej k. Mucznego (luty 2012 r.)/ Fot. Edward Marszałek

Zagroda pokazowa/Fot. Aneta Jamroży

Zagroda pokazowa/Fot. Aneta Jamroży

Fot. Aneta Jamroży

Fot. Aneta Jamroży

Zwierzęta te mocno wrosły w tutejszy krajobraz, o czym świadczą chociażby nazwy lokalnych imprez jak Dzień Żubra w Lutowiskach czy Bieg Tropem Żubra w Mucznem. – Chyba jednak najmocniej odcisnął swe piętno na świadomości mieszkańców słynny Pulpit, któremu kiedyś poświecono nazwę baru w Ustrzykach Górnych. Szkoda, że nazwę „Pulpit” niegdyś nieopatrznie zmieniono, bo żubr wędrownik dla każdego bieszczadzkiego turysty był pozytywnym symbolem. Dobrze, że choć w Lutowiskach ostała się gospoda „Pod Żubrem”– podkreśla Edward Marszałek. - Zwierzęta te zasługują na różne formy szacunku i promocji, jak choćby te obeliski, które pojawiły się w Woli Michowej, Pszczelinach czy w Mucznem. Przypominają one ludziom, że żyją obok nas niezwykłe zwierzęta…

Przed barem „Pulpit” w Ustrzykach Górnych (1976 r.)/Fot. Franciszek Adamczyk

Przed barem „Pulpit” w Ustrzykach Górnych (1976 r.)/Fot. Franciszek Adamczyk

Pomnik przy bieszczadzkiej zagrodzie pokazowej/Fot. Aneta Jamroży

Pomnik przy bieszczadzkiej zagrodzie pokazowej/Fot. Aneta Jamroży

Więcej o bieszczadzkich żubrach znajdziemy m.in. w książce Edwarda Marszałka i Kajetana Perzanowskiego pt. „Żubry z krainy połonin. 55 lat od powrotu żubra w Bieszczady”.

Porozmawiajmy o Bieszczadach!
Dołącz do grupy Bieszczady.Land na Facebooku



Bądź na bieżąco!
Zapisz się na nasz bezpłatny newsletter.