Poznaj dawne, bieszczadzkie zwyczaje świąteczne

Fot. Paweł Bialic

Fot. Paweł Bialic

Dawne, bieszczadzkie zwyczaje świąteczne znacznie różniły się od współczesnych. Dzisiaj nikt już nie okręca stołów łańcuchem, by wzmocnić rodzinne więzi. Nikt nie rozsypuje słomy po pokoju, by zapewnić lepsze zbiory. Nikt też nie „łamie się” czosnkiem i przynajmniej z zasady, nie traktuje gorzałki… jako dania wigilijnego. Ciekawych bożonarodzeniowych tradycji z tego regionu jest o wiele więcej.

To, co przede wszystkim różniło dawne święta od współczesnych był brak choinki, która w te rejony dotarła dopiero na początku XX wieku. Do tej pory, miano świątecznego drzewka dzierżyła tzw. podłaźniczka, nazywana też jutką. Był to przystrojony ciastkami, jabłkami i opłatkami wierzchołek jodełki, który wieszano na suficie.

Wśród ozdób królowały też przypominające żyrandole – „pająki” ze słomy i bibułek, a na półeczkach stawiano tzw. „betlejemki”, czyli własnoręcznie wykonane szopki. We wschodnim kącie izby zaś, zgodnie z tradycją stawał „dziad wigilijny”. Był to snopek zboża, który dekorował wnętrze izby od Wigilii do dnia św. Szczepana.

Tzw. "dziad wigilijny" Fot. Paweł Bialic

Tzw. „dziad wigilijny” . Ekspozycja z sanockiego skansenu. Fot. Paweł Bialic

Siekiera pod wigilijnym stołem

A jak przebiegała Wigilia? Podobnie jak dziś, rodzina zbierała się by wspólnie zasiąść do wieczerzy, jednak w kilku kwestiach, jej przebieg oraz towarzyszące zwyczaje odbiegały od dzisiejszych. Przykład? Podczas gdy dziś panie domu pieczołowicie pucują wnętrza, by podczas świąt świeciły czystością, kiedyś przed Wigilią… specjalnie rozsypywano słomę po podłodze i ławach. To jednak nie koniec „bałaganu”. Po wieczerzy, domownicy podrzucali tę słomę do chropowatego wtedy sufitu. Im więcej słomy się do niego przyczepiło, tym lepsza była to wróżba na przyszłoroczne plony.

Dawna ozdoba - tzw. "pająk", na suficie widoczne fragmenty słomy.  Ekspozycja z sanockiego skansenu. Fot. Paweł Bialic

Dawna ozdoba – tzw. „pająk”, na suficie widoczne fragmenty słomy. Ekspozycja z sanockiego skansenu. Fot. Paweł Bialic

Nietypowe wydawać się by mogło przed Wigilią także okręcanie łańcuchem stołu, co miało utrzymać więzy rodzinne i umieszczanie pod nim np. siekiery. Jej ostrze miało odpędzić złe duchy, a żelazo, z którego była wykonana, zapewnić zdrowie. Sam stół zawsze nakrywano pięknym, białym obrusem, a pod spodem kładziono siano.

Kieliszek gorzałki – potrawą?

Ciekawostką jest, że wieczerzę wigilijną rozpoczynano zjedzeniem czosnku, który miał chronić przed wszelkim złem. Dopiero później dzielono się opłatkiem maczanym w miodzie. Wieczerza była zazwyczaj skromna i rzadko udawało się skompletować na niej aż 12 dań. W praktyce bywało ich 5 do 7. Aby zwiększyć ich liczbę, jako danie liczono np. chleb lub… kieliszek gorzałki, dopuszczalny na terenie Sanoka i okolic. Poza tym na stole gościły m.in.: żur lub barszcz owsiany, kapusta z grochem, pierogi, fasola ze śliwkami oraz juszka, czyli kompot robiony z suszonych owoców. W odróżnieniu od dzisiejszych zwyczajów, w wigilijnym menu nie było wtedy ryb. Ponadto wszyscy jedli z jednej miski drewnianym łyżkami (krewni którzy przychodzili przynosili je ze sobą), a jedyną osobą, która mogła wstać od stołu podczas kolacji była jedynie gospodyni.

Podobnie jak dziś, po Wigilii domownicy czekali na pasterkę. Niestety w oczekiwaniu na północ nie mogli oni zdrzemnąć się w łóżku, a co najwyżej na usłanej słomą polepie czyli podłodze. Dlaczego? Tej nocy pozostawiano łóżka dla dusz zmarłych przodków, które miały wtedy towarzyszyć mieszkającym tu krewniakom.

Świąteczny zakaz snu

Zarówno pierwszy jak i drugi dzień świąt spędzano dość leniwie w rodzinnym gronie. W Boże Narodzenie był jednak jeden zakaz: snu. Wierzono, że kto położyły się w tym dniu spać przyczyniłby się do zachwaszczenia pól.

W dniu św. Szczepana urozmaiceniem byli kolędnicy, których często za występy nagradzano tzw. „szczodrakami”, czyli bułeczkami z zapiekanym w środku pieniążkiem. Domy, w których mieszkały panny w wielu miejscowościach odwiedzali natomiast „śmieciarze”, którzy jak nazwa wskazuje starali się jak najbardziej naśmiecić, panny zaś musiały jak najlepiej posprzątać. Dziewczyna mogła wykupić się od sprzątania… wódką.

Jarmark kopalnią świątecznych tradycji

O dawnych świątecznych zwyczajach praktykowanych na terenie Bieszczadów (w wielu przypadkach pokrywały się z one z tradycjami innych regionów dzisiejszego Podkarpacia) dowiemy się więcej choćby w Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku. Jedną z najbliższych okazji ku temu będzie organizowany 20 grudnia w Skansenie – V Jarmark Bożonarodzeniowy. Rozpocznie się on o godz. 11 koncertem kolęd w wykonaniu Zespołu „Soul”. W samo południe na Rynek Galicyjski wkroczy Orkiestra Dęta OSP w Besku, grając popularne melodie i oczywiście kolędy, a godzinę później pojawi się św. Mikołaj z upominkami dla naszych najmłodszych. Największą atrakcją będzie żywa szopka, nie zawiodą się też amatorzy tradycyjnych, regionalnych, świątecznych pyszności oraz osoby zainteresowane technikami wyrobu tradycyjnych ozdób. Wstęp wolny.

JARMARK_BOŻONARODZENIOWY_2015_krzywe

 

 


Bądź na bieżąco!
Zapisz się na nasz bezpłatny newsletter.