„Pan Wołodyjowski” w Bieszczadach. Poznaj 5 anegdot z planu kultowej produkcji

Źródło fot.: Barbara Wachowicz, Filmowe przygody małego rycerza, Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1971.

Źródło fot.: Barbara Wachowicz, Filmowe przygody małego rycerza, Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1971.

Na wzgórzu Chodak ponad Lutowiskami zbudowano drewnianą imitację stanicy rycerskiej – Chreptiów. Na okolicznych ugorach kręcono dramatyczną ucieczkę Baśki przed Azją, a w Chmielu, rozgrywały się sceny z pożaru Raszkowa… To w Bieszczadach właśnie, powstało wiele kluczowych scen do kultowej produkcji Jerzego Hoffmana – „Pan Wołodyjowski”. Praca na planie do najłatwiejszych nie należała, a filmowców spotkało tutaj sporo przygód…

 

1.Zima zaskoczyła filmowców

Źródło fot.: Barbara Wachowicz, Filmowe przygody małego rycerza, Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1971.

Źródło fot.: Barbara Wachowicz, Filmowe przygody małego rycerza, Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1971.

Każdy kto bywa w Bieszczadach zimą wie, że często nie ma tam lekko. Szczególnie boleśnie przekonali się o tym filmowcy, którzy zjechali w te piękne góry pół wieku temu…

– Już pierwszego dnia zdjęć zima dała się nam porządnie we znaki. Ciężki spychacz gąsienicowy przez całą noc oczyszczał nasza trasę dojazdową. Ale zanim przebrnął swój kilkunastokilometrowy odcinek, początek trasy znowu zalegały metrowe zaspy. Śnieżyca wciska się do wnętrz przez najmniejsze szpary. Zaraz na wstępie zwłoka: – ciężki, niezdarny „jelcz” zarył się prawym kołem w sypkim śniegu. W sukurs przychodzi ciągnik i karawana rusza dalej. Po kilku kilometrach ponowny przestój, gdyż wielotonowy „star” wpadł na oblodzonej nawierzchni w poślizg i wylądował jednym bokiem w rowie. Dojazd na plan trwa przeszło dwie godziny. Zadymka nie ustaje. Zdarzało się, że plan był usytuowany w miejscu, do którego nie mogły dojechać ani samochody, ani nawet sanie. Wtedy cały sprzęt zdjęciowy trzeba było donosić na grzbiecie, nieraz stromo pod górę. W takich momentach przestawały obowiązywać podziały funkcyjne i każdy, kto czuł się na siłach, przykładał pomocną rękę – tak opisywał tamte chwile asystent Jerzego Hoffmana, Bohdan Ziółkowski.

Skutki bezlitosnej aury odczuli także aktorzy, którzy mieli inne zobowiązania poza tą produkcją. Ucierpiał m.in. Marek Perepeczko, który nie zdążył na spektakl, bo utknął samochodem w zaspach pod Leskiem. Przewrotny okazał się tytuł sztuki, w której miał się pokazać. Brzmiał on: „Dziś do ciebie przyjść nie mogę”.

Wtedy, filmowcom nawet się nie śniło, że przyjdzie chwila, w której będą… wyczekiwać bieszczadzkiej zimy. Tak się stało podczas kręcenia sceny oświadczyn Wołodyjowskiego Krzysi.

– Dni mijały, śniegu nie było. Kiedy zaczęło padać – każdy płatek był na wagę złota, bo Brylska musiała wracać na zajęcia do Defy, a ja na przedstawienia do Warszawy. Lipman patrzył w górę, nie na ziemię. Kąt filmowania ujmował korony drzew i tam miał być śnieg – wspominał Tadeusz Łomnicki.

W rzeczywistości, jedna z najbardziej romantycznych scen w filmie, dla aktorów okazała się katorgą: – Zimno przeraźliwe. Sypią na nas mokrym śniegiem. Krzysi rozmazuje się tusz. Oświadczaj się w takiej sytuacji. Więc chociaż Krzysia była urocza i w niczym nie dała mi poznać, ze w głębi duszy czeka na Ketlinga – z prawdziwą przyjemnością uświadomiłem sobie, ze tę scenę mam już za sobą – żartobliwie podsumował tę scenę odtwórca „Małego Rycerza”.

 

2. Oko w oko z żubrem

Nie tylko aura stanowiła zagrożenie, co potwierdza przygoda, przytoczona tym razem przez aktora Józefa Mioduszewskiego:

– Była noc i oddział jechał wąziutką ścieżką przez las. W prawo i lewo śnieg prawie dosłownie po uszy. Jadą więc tak sobie rzędem nasi „Lipkowie”, aż tu widzą przed sobą brodatą, straszną górę mięsa – żubr. Zawrócić można od biedy, ale szosą do Lutowisk trzydzieści kilka kilometrów, jechać dalej – po prostu strach. Żubrzysko wcina sobie rozłożone przez leśników siano i ani myśli ustąpić. Nie wypadało panu rotmistrzowi husarskiej chorągwi dawać drapaka, więc przejechali, ale dusze wróciły za nimi dopiero w karczmie w Lutowiskach.

 

3. Cerkiew w Chmielu do spalenia?

Źródło fot.: Barbara Wachowicz, Filmowe przygody małego rycerza, Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1971.

Źródło fot.: Barbara Wachowicz, Filmowe przygody małego rycerza, Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1971.

Jedną z najbardziej pamiętnych scen filmu – spalenie Raszkowa, gdzie Azja z zimną krwią podrzyna gardło staremu Nowowiejskiemu na oczach jego córki – nakręcono w Chmielu. Dziś, łatwo znaleźć to miejsce. Wystarczy dojechać do tamtejszej cerkwi, przy której nagrywano te dramatyczne ujęcia. Zabytkowa świątynia z 1906 r. nie tylko „zagrała” w produkcji, ale i zaistniała wśród filmowych anegdot. Wszystko przez plotkę, którą rozpuszczono kraju, jakoby filmowcy podczas kręcenia scen, mieli spalić cerkiew. O takich zamiarach nawet nie było mowy, więc reżyser filmu mocno się zdziwił, gdy otrzymał w tej sprawie informację z… Krakowa. Depesza brzmiała: „Proszę zabezpieczyć cerkiew w Chmielu przed pożarem przez zaangażowanie na okres zdjęć straży pożarnej. Stop. Sprawa wywołuje zaniepokojenie i interwencję. Stop. Szkoda zepsuć atmosferę wokół filmu”.

Nie brakowało też żartów na planie. – W kadrze był taki aktor – Mioduszewski. I właśnie podczas jednej z pamiętnych scen, kiedy to Olbrychski wygłaszał kwestię do Ewki Nowowiejskiej: „że Cię najgorszemu pohańcowi oddam” ten powiedział: „to cię Mioduszewskiemu oddam” – wspominał na łamach Dziennika „Super Nowości” pan Kazimierz Osiecki z Lutowisk, dziś emerytowany leśniczy z Nadleśnictwa Lutowiska, ratownik Grupy Bieszczadzkiej GOPR, który był wtedy na planie.  – Mógł tak zrobić, bowiem głos był wtedy dogrywany później – tłumaczył.

Inną zabawną scenę podczas pożaru, przytoczył portal Interia.pl: – Raszków (w rzeczywistości bieszczadzki Chmiel) płonie, rozjuszony Azja dokonuje krwawej zemsty. Irena Karel jako Ewa Nowowiejska w podartej koszuli leży na śniegu, wykrzykując wyznanie miłości: „Azja! Jam ciebie zawsze…”. Daniel Olbrychski podbiega do niej, żeby zamarkować uderzenie, a w tej chwili między aktorów wpada spłoszona owca. Karel i Olbrychski wybuchają śmiechem. Scenę trzeba powtórzyć.

 

4. Hajduczek musiał być twardy

Źródło fot.: Barbara Wachowicz, Filmowe przygody małego rycerza, Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1971.

Źródło fot.: Barbara Wachowicz, Filmowe przygody małego rycerza, Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1971.

Nie zawsze jednak aktorom było do śmiechu, co może potwierdzić grająca Baśkę, Magdalena Zawadzka. W przeciwieństwie do Barbary Brylskiej (ta swoją postać podsumowała: „Stoję, zrobię trzy kroki, siadam, haftuję, brzdąkam na lutni, śpiewam, płaczę, mdleję. Koniec roli”) musiała brać udział w wielu karkołomnych scenach. Taką była z pewnością ucieczka przed Azją, podczas której m.in. przedzierała się pieszo przez śnieżne zaspy.

– Reżyser Jerzy Hoffman kazał powtarzać ten fragment kilkakrotnie, za każdym razem coś mu nie pasowało – wspominał na łamach „Życia na gorąco” Władysław Zabłocki, pomagający przy produkcji ówczesny pracownik PGR. – Magdalena Zawadzka była już tak wymęczona, przemarznięta i niemal błagała, by przełożyć pracę na następny dzień, ale Hoffman nie chciał o tym słyszeć. Późną nocą udało się wreszcie nakręcić scenę z półżywą Basią. Patrzyłem na nią ze współczuciem. Była bardzo delikatna, a tyle razy musiała się czołgać w mokrym śniegu i włazić do lodowatej wody – opowiadał.

Nie tylko wchodząca do przerębli Zawadzka miała powody do narzekania. Właśnie podczas tej sceny, dublujący ja kaskader, złamał nogę i stracił przytomność. W konsekwencji trafił do szpitala.

O wiele mniej poważnie było w scenie, w której „wilki” ścigają konia Azji. Jak się okazało, trudno było nakłonić czworonogi do współpracy. Jednym ze skutecznych sposobów, by puściły się w pogoń za wierzchowcem okazało się przywiązanie do jego ogona… smażonego boczku.

 

5. Bieszczadzka gościnność nie zawiodła

Gwiazdy „Pana Wołodyjowskiego” niejednokrotnie zachwalały w wywiadach gościnność mieszkańców Bieszczad. Zachowało się m.in. zdjęcie Daniela Olbrychskiego z bieszczadzkim gospodarzem, u którego mieszkał podczas pracy na planie. Widać na nim jak gra on na akordeonie w towarzystwie odtwórcy Azji, akompaniującego mu na skrzypcach. Fotografia ta powstała wieczorem po nakręceniu pożaru Raszkowa, a utworem który wykonywali było „Chanson triste” Czajkowskiego.

Być może tego właśnie gospodarza wspominał Jerzy Hoffman  w autobiografii Daniela Olbrychskiego „Anioły wokół głowy”: – „Pana Wołodyjowskiego” kręciliśmy w Bieszczadach. W pobliskiej wsi mieszkał chłop grający na skrzypcach. Daniel też grał na skrzypcach, więc naturalnie od razu obaj się pokumali. Olbrychski chyba nawet mieszkał u tego górala… Pewnego dnia na plan przyjechał autor scenariusza Jerzy Lutowski i poszedł do chałupy. Tam już obaj skrzypkowie byli po małej wódce. „Oto autor Pana Wołodyjowskiego – Daniel przedstawił chłopu Lutowskiego. Na to chłop padł na kolana i zawołał: „Jezus Maria, pan Sienkiewicz!”.

 

W artykule zostały wykorzystane reprodukcje zdjęć oraz fragmenty pochodzące z książki Barbary Wachowicz, Filmowe przygody Małego Rycerza, Wyd. Artystyczne i filmowe, W-wa 1971.


Bądź na bieżąco!
Zapisz się na nasz bezpłatny newsletter.