Górzanka to piękna cerkiew i coś jeszcze…

fot. LidaKatarzyna Wolan / fot. Lidia Tul-Chmielewskaia Tul-Chmielewska

Osłonięta zielenią drzew, stoi sobie mała autorska galeria Bieszczadzka Pracownia Ikon. Skromna i cicha, jak jej właścicielka – Katarzyna Wolan. Przedstawię Wam tę niezwykłą osobę, jej opowieść o technikach, prawdach i mitach pisania ikon.

Katarzyna Wolan / fot. Lidia Tul-Chmielewska

Katarzyna Wolan / fot. Lidia Tul-Chmielewska

Lidia Tul Chmielewska: Jaki jest początek Twojej przygody z malowaniem?

Katarzyna Wolan: Od zawsze coś malowałam. Malowała moja mama, malował mój dziadek, – chociaż sporadycznie to robił. Więc obraz, rysunek zawsze obecny był w moim domu. Jednak nigdy tego specjalnie się nie uczyłam. I nie myślałam by się docelowo kształcić w tym kierunku.

Masz wykształcenie historyka sztuki?

Tak poszłam na studia związane z kierunkiem plastycznym – ale od strony teoretycznej. Jednak malować zawsze malowałam, lepiej, gorzej…

Od kiedy pomysł ikon?

Od momentu, kiedy się przeprowadziłam w Bieszczady. Ikona zafascynowała mnie.

Fascynacja związana z regionem, techniką, kulturą?

Najpierw fascynacja inna kulturą. Nie jestem z Bieszczad, ale jak juz wiedziałam, że tutaj będę, zaczęłam interesować się tutejszą kulturą. Tą odmienną sztuką i kulturą tego regionu. Taka swoista egzotyka. Od 10 lat mieszkam tutaj. Od tego czasu zaczęłam interesować się ikonami.

Skąd umiejętność pisania ikony?

Zaczęłam podpatrywać swoja koleżankę – Joasię Zabagło. Świetny nauczyciel, działający intuicyjnie.

Kształtowałaś swój warsztat pod okiem Joanny?

Nie tak do końca, malowałam sama, przynosiłam do oceny i słuchałam, co mówiła Asia. Pytałam, dopytywałam.

Czy piszesz ikony według kanonu?

Tak, od początku do końca. Od momentu gołej deski, naklejam najpierw płótno, używam wszystkich naturalnych składników, klejów, podkładów, barwników. Kanon to, dobranie deski, na deskę za pomocą kleju kostnego naklejane jest płótno, a następnie nakładane warstwy gruntu (ok 10-15 warstw) z kleju kostnego i kredy. Po wyschnięciu deska jest dokładnie szlifowana. Na tak przygotowane podobrazie nanosimy kontury przedstawienia i kładziemy złoto lub inny metal w płatkach. Następnie powstaje warstwa malarska. Jest to proces długotrwały i skomplikowany. Posługujemy się tradycyjną, starą techniką pisania ikon zwaną temperą jajową. Polega ona na mieszaniu naturalnych, sproszkowanych pigmentów ze spoiwem, którym jest kurze żółtko i woda.

Czy proces pisania ikony jest długotrwały?

Tak. Nie da się niczego przyspieszyć, bo to i tak się zemści pospiech – w najmniej oczekiwanym momencie. Proces pisania ikony? Łatwiejsze ikony to około 3 tygodnie, trudniejsze – nawet 2 miesiące.

Czy pisząc ikony wg kanonu, nie wpada się w rutynę? Nie staje się to schematem?

Nigdy. Należy rozróżnić schemat, rutynę i doświadczenie. Doświadczeniem jest to, że wiem już jak dobrać i mieszać kolory by wyszła pożądana barwa, jaki jest dobry podkład do danego koloru. Pisanie ikony to jest coś jak medytacja. Skupiam się, wręcz ze świątobliwą precyzją maluję, dobieram farby i kolory. Za każdym razem przeżywam wszystko na nowo. Nie traktuję tego jak schematu, a tym bardziej rutyny. Zresztą, bardzo sie cieszę, gdy zaczynam coś robić, czego nie robiłam dawno albo nigdy. Takie małe wyzwania i mobilizacja. Namawiam osoby zamawiające ikony, by znalazły sobie swój ulubiony wzór – a ja je po prostu maluję.

fot. Lidia Tul-Chmielewska

fot. Lidia Tul-Chmielewska

Czy ikonę można pisać – nadając jej cechy indywidualne?

Nie, można jedynie indywidualne cechy nadać w kolorystyce, ozdobach. Kanon jest kanonem i taka powinna być ikona.

Jakie stawiasz sobie wyzwania?

Wybieram ikony, które zawsze chciałam namalować, a nie miałam kiedyś czasu, ciągle szukam i odkrywam. To mnie rozwija.

Czym różni się ikona bizantyjska i postarzana? Jaki ty masz Kasiu swój typ ikony?

Piszę tradycyjne ikony, w sensie tradycyjnych składników i tradycyjnej techniki. Są ikony postarzane, ale ja tego nie robię. Niech moje ikony starzeją się z biegiem czasu. Według mnie to takie niezgodne z tradycją. To jest tak, jakbyś chciała komuś zrobić zepsute buty. Jako pamiątka z Bieszczad – taka ikona może być fajna, jednak, jeśli ktoś chce mieć prawdziwa ikonę – to jednak powinna ona być tworzona wedle kanonu.

Czy pisanie ikony to pewnego rodzaju medytacja?

Tak, ma to się w sobie, wewnętrzne wyciszenie, a podczas pisania ikony – to jeszcze bardziej się uwydatnia.

fot. Lidia Tul-Chmielewska

fot. Lidia Tul-Chmielewska

Czy miałaś moment zwątpienia? Szukania innego rodzaju malarstwa, widoczków, portretów?

Nie zwątpiłam nigdy. Malowałam różne rzeczy, ale mi to tak wychodziło ani super dobrze, ani specjalnie źle. Tak średnio, nijak. A ikona to tak odmienna technika, że okazało się, że to mi najbardziej pasuje i czuję sie w tym dobra.

Gdzie zobaczymy twoje ikony?

Tutaj w mojej galerii, ale większość mam ikon na zamówienie.

fot. Lidia Tul-Chmielewska

fot. Lidia Tul-Chmielewska

Jak Cie odnajdują tutaj ludzie? Masz Galerie przycupniętą przy cerkwi w Górzance, gdzie odnaleźć Kasię Wolan?

No jestem tutaj (śmieje się Kasia)… A tak na serio, to najpierw miałam stronę internetową, klienci odnajdywali mnie przez Internet, potem wystawiałam prace w Fantasmagorii. Ale cieszę się, że mam jest swoją pracownię, gdzie klient może zobaczyć proces tworzenia przyszłego swojego dzieła. (zobacz stronę: pracowniaikon.com)

fot. Lidia Tul-Chmielewska

fot. Lidia Tul-Chmielewska

Czy dobrze Ci w tej galeryjce przy cerkwi?

Tak, tutaj mam spokój, tutaj jest dla mnie miejsce doskonale nadające się do wyciszenia i tworzenia. Przychodzą turyści i inni klienci, jednak nie jest to deptak, pełen przypadkowych ludzi trafiających do galerii tak naprawdę przez pomyłkę

Pracujesz sama czy masz kogoś do pomocy?

Pomaga mi przyjaciel – Maciej, którego poznałam 4 lata temu. Zafascynował się techniką i tworzeniem ikony. Teraz wkłada w to serce i taka osoba jest mi potrzebna. Dobrze mi się z nim współpracuje i on mnie motywuje. Maciej robi pierwsze etapy tworzenia ikony: odrysowuje, złoci i robi mi podmalówki. Ja wykonuję te ostatnie.

Jakie deski wykorzystujesz?

Deski muszą być z drzewa liściastego. Mitem trochę jest, że ma być wyłącznie lipowe.

Dlaczego liściaste?

Ze względu na żywicę. Iglaste maja żywicę, która potrafi nawet po długim czasie wyjść z deski i zniszczyć ikonę

Deski płaskie lub kowczeg* – dlaczego i czym się różni taka ikona?

Kowczeg – to ikona ze wschodnich terenów, natomiast deska – to bardziej teren bizantyjski, sama technika nie różni się niczym

Czujesz się spełniona w tej sztuce?

Tak, nie wyobrażam sobie robić coś innego, po prostu.

Czyli szczęśliwy ten, co tworzy ikony?

Tak, właśnie tak się czuje…

Z artystką rozmawiała Lidia Tul-Chmielewska

* Kowczeg – płytkie do 5 mm wgłębienie w środkowej części przedniej strony deski. W języku cerkiewno-słowiańskim słowo kowczeg oznacza arkę i nawiązuje do Arki Przymierza. Wskazywać to ma na sakralny charakter samego obrazu, jako pewnego rodzaju relikwii.

Porozmawiajmy o Bieszczadach!
Dołącz do grupy Bieszczady.Land na Facebooku



Zostań patronem portalu Bieszczady.Land


Bądź na bieżąco!
Zapisz się na nasz bezpłatny newsletter.